wtorek, 29 października 2013

U MAMY:

- zmęczenie na maxa
- możliwe obolałe stopy, zatrzymywanie płynów w organizmie, obrzęki wszystkiego, mrowienie w palcach, utrata oddechu, zawroty głowy i omdlenia
- rozluźnianie sie więzadeł miednicy może powodować w jej okolicy ataki nagłego, przeszywającego bólu, przypominającego wbijanie igły 
- główka dziecka prawdopodobnie tkwi już w miednicy nisko i może od czasu do czasu uderzać w szyję maciccy, sprawiając, że podskakujesz jak rażona prądem
- mama powinna codziennie czuć ruchy dziecka!

U KREWETKI:

- płuca nadal wymagają dopracowania
- przybyło sporo tłuszcyzku pod skórą
- waga: około 2,5 kg


Tak, jak pisałam- mieliśmy mega ambitne plany, z terminem realizacji "do końca października". Dziś jest 29.10, więc zamiast odczuwać zmęczenie i inne dolegliwości wypisane wyżej, mam mega mega mega mobilizację (zwłaszcza po ostatnim śnie). Terrarium na dniach będzie gotowe, ściana nad łóżeczkiem pomalowana (ponad 3 godziny pracy w nią włożyłam!), wyprawka w 99% skompletowana (brakuje tylko stanika do karmienia), telewizor wisi, głośniki też, wykładzina wybrana, firany poprane (Mama wyprała)... 


Aaa! A w czwartek impreza halloweenowa, na którą jakoś tak nie wiadomo jak zostało zaproszonych 20 osób, więc jeszcze chatę trzeba udekorować, przebranie skompletować, jedzenie zrobić... odpocznę sobie chyba dopiero na Wszystkich Świętych. 
Oby nadal w dwupaku. 
Bo jak mi dzidziol się wypcha na świat za wcześnie, to go za karę w terrarium wsadzę zamiast do łóżeczka!

Lubię taki zapierdziel- czuję, że robię wszystko co w mojej mocy, żeby zdążyć. I zdążę! Do cholery! 


Wszyscy mówią, że zanim dziecko wyciśnie się przez pochwę, widocznym objawem zbliżającego porodu jest opadnięcie brzucha. Ale w sensie JAK? Jak nisko on spada? Będzie mi dyndał między nogami? Czy zasłoni krocze? Czy może to kwestia milimetrów, których nie dostrzegę? 


K i ja nie jesteśmy typem krzykaczy i nerwusów, nie kłócimy się, co generalnie ma swoje zalety, lecz jednak i wady. Czasem nie mówimy o tym, co nam leży na sercu by się nawzajem nie urazić. Dlatego raz na jakiś czas pytam K, czy wszystko między nami ok, czy może coś robię źle. 
- Jesteś szczęśliwy? - pytam ostatnio wieczorem.
- Pewnie.
- Tak to sobie wyobrażałeś? 
- Co?
- No, że będziesz miał dziecko z dziewczyną, z która jesteś półtora roku.
- Nie wyobrażałem sobie nic... To znaczy miałem pewne wymagania, co do kobiety, z którą spędzę życie. Dostałem o wiele wiele więcej. Więc czemu nie miałbym być szczęśliwy?

:)

Opublikowano 02:12 by lipson

11 komentarzy

sobota, 26 października 2013

Długo leżałam na wersalce i dopiero gdy wstaję, orientuję się, że odeszły mi wody. Zostawiłam po sobie dużą plamę, na którą patrzę chwilę z mieszanką szoku i strachu. No nogach zaczynają mi spływach resztki wód.
- O, proszę - mówi spokojnie K.
Jesteśmy u moich Rodziców, zjawia się Mama i pyta czy mam torbę do szpitala spakowaną. Oczywiście, że nie mam, zostawiłam sobie pakowanie do porodu na ostatni miesiąc.
- Ok, to ja cię spakuję - mówi Mama.
Idę do łazienki, Wioleta mówiła, że gdy odejdą wody trzeba wziąć szybki prysznic i dopiero lecieć na szpital. Chyba, że wody płodowe są zielone lub mają zabarwienie inne od lekko mlecznego. Patrzę więc na to, co wyleciało mi z dróg rodnych. Jest lekko krwiste. Cholera, to nie może oznaczać nic dobrego. Sięgam więc tylko po papier kuchenny i wycieram nogi i krocze. Zaczynam panikować.
Już wytarta wpadam do kuchni, gdzie Mama i K pakują mnie do szpitala. Trzeba jechać szybko do szpitala, więc zdenerwowana patrzę co przygotowali. 
Na stole stoi karton (!) po jakichś konserwach, a w środku kilka przedmiotów.
- Spakowałam ci chusteczki higieniczne - mówi spokojnie Mama.
Ok, jedna paczka chusteczek faktycznie leży w kartonie. Oprócz niech siedem różnych zabawek. Nic więcej. Jestem przerażona, zszokowana, tłumaczę mamie, że zabawki zdecydowanie nie są potrzebne przy porodzie czy w pierwszych godzinach życia niemowlaka. Potrzebuję natomiast innych rzeczy. Wyrzucam zapłakana zabawki z kartonu, jestem wściekła, przerażona do szpiku i spanikowana do granic. 

I wtedy czuję ścisk w karku, który zmusza mnie do przekręcenia się na drugi bok.

Sen. To był sen. Mimo, że szybko zasypiam ponownie, zapamiętuję dobrze te siedem zabawek w kartonie po konserwach. I na wszelki wypadek wkładam rękę między uda. Sucho. Uff...

Rozumiem przesłanie mojej podświadomości: "Dziś jest 26.10, na 26.11 masz termin, spakuj torbę."

Tak tak tak, do końca został miesiąc.
Plany związane z tym:
- spakować torbę do szpitala
- zacząć masować krocze i używać maści Natalis
- zacząć pić herbatkę na laktację
- codziennie przed snem ćwiczyć mięśnie krocza i odbytu
- od 37TC zacząć łykać wiesiołka (na którymś blogu przeczytałam o nim)
- kupić w końcu stanik do karmienia

Miesiąc to dużo. Chyba, że dzieciak wyskoczy szybciej. Cholera, oby nie.

Opublikowano 05:37 by lipson

10 komentarzy

środa, 23 października 2013

Ostatnie zajęcia w Szkole Rodzenia. Na zakończenie dostaliśmy nawet certyfikat, jakby w przyszłości ktoś miał zamiar spytać "Pani ma dziecko? Mhm, a jakie kwalifikacje? Certyfikat może jest?" Chyba po prostu dopiszę to do rubryki "edukacja" w moim CV.
O laktacji więc było, najpierw krótki filmik, potem trochę gadania. Standardowo, najważniejsze rzeczy:
- do piersi po raz pierwszy należy dostawić dzidzię jak najszybciej (do 2 godziny najlepiej), dlatego ważne, by w szpitalu dopominać się o dziecko, by nie przeoczyć tego ważnego momentu 
- karmimy w trzech różnych pozycjach (klasyczna, spod pachy, na leżąco), na przemian, by nie było zastojów pokarmu 
- gdy już pojawi nam się zastój, najprostszy system: przed karmieniem ciepły okład z pieluszki, ściąganie pokarmu (dzieckiem lub ewentualnie laktatorem do poczucia ulgi), a po karmieniu okład z mrożonej zbitej kapusty
- karmimy na żądanie, jednak jeśli mamy typ dziecka "niejadek leniuszek" (cytat ze Szkoły Rodzenia), nie powinniśmy pozwolić by niemowlę w pierwszym okresie życia spało bez pobudki na pokarm dłużej niż 3 godziny
- dziecku nie zawsze się odbija, zwłaszcza gdy jest dobrze przystawiane do piersi, więc jeśli się nie odbije, nie należy się stresować a dla bezpieczeństwa położyć dziecko w łóżeczku na boku
- dieta kobiety karmiącej zwłaszcza przez pierwsze tygodnie powinna być ograniczona
--- z owoców tylko jabłka i banany 
--- z warzywa zestaw wiejski: marchew, pietruszka, seler, ziemniak
(chodzi o to, że cytrusy uczulają, a warzywa "spoza pola" są pryskane, akurat w takim głupim okresie rodzimy, latem jest łatwiej)
--- makarony i kasze normalnie, prócz kaszy gryczanej, której nie jemy
--- pieczywo normalnie, prócz mega ciemnego
--- smarujemy masłem, niczym innym
--- wszystkie dodatkowe produkty włączamy stopniowo, zaczynając np. od zupy pomidorowej po miesiącu, dajemy dziecku 3-4 dni na ewentualną reakcję, jeśli takowej nie ma, możemy szamać
--- nie smażymy, wszystko ma być gotowane lub pieczone
--- oczywiście: żadnego alkoholu, żadnych fajek i (niestety) nie powinno się jeść słodyczy
- bardzo ważny jest sposób przykładania dziecka do piersi, ma być "brzuszek do brzuszka" tak, by niemowlę nie miało skrzywionej główki- zarówno mamie i dziecku musi być wygodnie, bo karmienie trwa czasem baaaardzo długo
- jedno kompletne karmienie powinno być na jednej piersi, chyba, że dzidzi jedna pierś nie wystarczy, dajemy drugą; nie przykładamy dziecka na chwilę do jednej, a potem do drugiej i z powrotem itd...



Za chwilę wybije "miesiąc do".
Do zrobienia: góra terrarium, malowanie ściany nad łóżeczkiem, przykręcenie TV i głośników, położenie wykładziny. Do kupienia: stanik do karmienia.
Niech już będzie po wszystkim, niech się skończy ten październik, niech się skończą te prace w domu. Jestem zmęczona, wypompowana, wyczerpana i zirytowana faktem, że znów Mama miała rację: mogliśmy zrobić wszystko wcześniej. Mogliśmy zabrać się do wszystkiego miesiąc wcześniej, teraz miałabym wszystko w pompie. Mama zawsze ma rację. Cholera. Nie mówcie Jej tego.

Opublikowano 11:09 by lipson

9 komentarzy

wtorek, 22 października 2013

U MAMY:

- dzięki obcemu w brzuchu, współrzędne żołądka mamy zmieniły się - jesz mniej, więc powinnaś jeść częściej, by łatwiej trawić i nie być głodną
- możliwe, że rozmiar stopy skoczył na +1, więc nie wszystkie buty tak łatwo się instalują na stopie
- do końca ciąży warto jak najczęściej spacerować oraz leżeć z nogami do góry, by zmniejszyć obrzęki

U KREWETKI:

- ma już paznokcie u nóg, natomiast paznokcie u rąk mogą wręcz wystawać ponad brzeg paluszków, dlatego dzidziol może się już sam podrapać
- waga: ok. 2,3 kg


Największa przerażająca ciekawostka ostatniego tygodnia: czytałam o tym, że w ciąży, zwłaszcza przy jej końcówce rozluźniają się mięśnie, głównie miednicy... ale przeżyłam małego szoka,  gdy porządnie kichnęłam i... popuściłam. Ja pierdziele! Moje ciało mnie zawodzi...
Do tego z zasypianiem mam ogromne problemy, czego w ogóle nie łapie K, który zasypia średnio w 4 minuty.
- Nie rozumiem, jak może ci się nie chcieć spać - mówi do mnie wczoraj w łóżku.
- To nie jest tak, że mi się nie chce, tylko nie mogę... Jak ty zasypiasz i ci jajusia źle leżą to sobie je poprawiasz, nie?
- Noo...
- A wyobraź sobie, jakbyś nie mógł ich poprawić. Dałbyś radę zasnąć?
- Y... Chyba nie, ale czemu niby nie miałbym móc?
- No to, co mi przeszkadza w zaśnięciu jest pod moją skórą, ma pół metra długości i najczęściej, gdy chcę zasnąć to albo ma czkawkę albo ćwiczy break dance. Łapiesz?
 Złapał.

Pojawił się promyk nadziei, że jednak się wyrobimy ze wszystkim. Aktualnie jestem w trakcie wybierania wózka, jak to zrobię na pewno będzie o tym ogromny wpis. Bo powiem Wam, że to mega akcja! Jestem już na czwartym etapie wyboru, dziś chyba wszystko się rozwiąże.
Podłoga w korytarzu położona, w weekend malujemy ścianę nad łóżeczkiem, dzidziol faluje brzuchem prawie non stop, a ja... hmm... jestem na etapie, że już by mógł się urodzić ;)


Jednak w ferworze bycia dorosłymi czekającymi na dziecko ludźmi uciekła nam gdzieś spontaniczność. Jest czułość, miłość, ciepło ple ple ple, tylko ekscytacja gdzieś zdechła pod dziecięcym łóżeczkiem (widziałam tam chyba jej flaki przedwczoraj). Organizujemy chatę, kompletujemy wyprawkę, sprzątamy, ale do sexu na stole czy pod prysznicem już raczej nam nie po drodze. Zwłaszcza, ze przez brzuch wielkości 30kilowej dyni sporo pozycji odpada, same wiecie.
Niewygodnie mi z tym było, moja kobiecość ukryta pod fałdami tłuszczu i hormonów, obudziła się i najpierw posmutniała, potem pogodziła się z tym....a potem...
Wzięła sprawy we własne ręce.
Zgasiłam właśnie światło, był weekendowy późny wieczór, K przytulony do moich pleców zasypiał, a ja myślałam o tym, że możnaby... ale w sumie późno jest... kurde, z drugiej stronie ładnie wszystko ogolone... ale K pewnie zmęczony... A W DUPIE! 
Odwróciłam się i pocałowałam go. I to nie w typie "matki-polki" a raczej "puszczalskiej-nastolatki".
I wiecie co? Okazuje się, że ciemność to najprostsza i genialna metoda na mieszankę romantyzmu, świeżości i zwierzęcej pasji :D

Opublikowano 09:18 by lipson

11 komentarzy

piątek, 18 października 2013

Ostatnio na Szkole Rodzenia dostałyśmy zaproszenia na darmowe warsztaty z cyku Bezpieczny Maluch. Poszłam i zdecydowanie polecam. Powody są trzy:
1) wiedza
2) nagrody (ja wygrałam kółko do kąpania, główną nagrodą był fotelik samochodowy)
3) mega przystojny ratownik (tutaj foto- a z tyłu prezentował się jeszcze fajniej :p )

Minus jest jeden- całość trwa trochę ponad trzy godziny, dupa boli, w brzuchu gniecie, oczy się kleją. Pod koniec dwie ciężarne zaczęły sobie spacerować, a ja pierwszy raz w życiu miałam przeświadczenie, że mój pupens jest za mały.

Do sedna.

Przedstawiane były cztery tematy: pierwsza pomoc dla niemowlaka, bezpieczeństwo w samochodzie, krew pępowinowa i laktacja. Szybciutko w skrócie najważniejsze wiadomości:

Pierwsza pomoc dla niemowlaka
Zdarza się, że dzidziuś "się zawiesi" i przestanie oddychać, bo się zapomniał, bo się zdziwił itd. W takim wypadku należy zrobić jedną z następujących rzeczy: dotknąć lub wziąć na ręce niemowlaka, pogilgać go po stópce, dmuchnąć kilka razy w przestrzeń miedzy nosem a ustami, a jeśli to wszystko nie pomaga, zrobić trzy szybkie wdechy w nos i usta dzidziola.
Jeśli maluszek zakrztusi się należy (niestety opis nie przedstawi tego, co sexowny ratownik pokazywał), przyłożyć maluszka przodem do siebie (jak przy karmieniu piersią, w poziomie, brzuszek do brzuszka), otwieramy usta dzidzi i jeśli widzimy coś w środku, wygrzebujemy małym paluszkiem. Jeśli nic nie widzimy, nie pchamy palców w ciemno, kładziemy dzidziusia brzuchem w dół na kolano i łódeczką z dłoni uderzamy w linii łopatek pięć razy. Przewracamy dzidzię na bok, sprawdzamy czy coś widać w ustach, wygrzebujemy. Jeśli nie widać, przewracamy na plecki, i dwoma palcami w linii sutków robimy pięć uciśnięć. Przewracamy na bok, sprawdzamy czy coś widać w ustach, wygrzebujemy. I znów na brzuch. I tak w kółko do przyjazdu pogotowia. Chyba, że uda nam się "odkrztusić" dzidziusia, łatwo będzie to zauważyć- dziecko zacznie płakać.

Bezpieczeństwo w samochodzie
Tutaj generalnie chodziło o markę Maxi Cosi, nie lubię promować czegoś, czego sama nie wypróbowałam, więc skupię się tylko na ogólnych zasadach: 
- fotelik 0-13kg ustawiamy zawsze tyłem do kierunku jazdy dla bezpieczeństwa dziecka
- najlepsze miejsca na fotelik to (w kolejności od najlepszego): część środkowa tylnej kanapy, miejsce za pasażerem na tylnej kanapie, miejsce za kierowcą na tylnej kanapie, miejsce obok kierowcy
- foteliki dla niemowląt przypinamy pasami trójpunktowymi tak, by dolna część odchylała się maksymalnie 2,5 cm w prawo i w lewo (lub montujemy na specjalnej bazie)
- by ochronić dziecko przed roztrzaskanymi bocznymi szybami (w przeciwieństwie do przedniej one rozwalają się w drobny mak) najlepiej okleić boczną szybę (jak przy przyciemnianiu) a najprościej- kupić przeciwsłoneczne osłonki

Karmienie niemowląt
Najciekawsza według mnie część warsztatów. Prowadziła wykład Położna, konkretna kobieta z ogromnym doświadczeniem. Lubię takie. Laktacja to najtrudniejsza sprawa po porodzie, a po słowach tej Położnej czuję się bardziej pewnie, bardziej wierzę w to, że mi się uda.
- wyłączne karmienie piersią wystarcza maluszkowi do 6 miesiąca życia (uwaga: wymagana jest suplementacja witaminy D), ale już od 4 można powoli rozszerzać dietę (dużo zależy od tego, czy nasza dzidzia jest już gotowa do tego)
- gluten wprowadzamy w 5 miesiącu życia, na początku "ociupinkę", by jelita dzidzi nauczyły się go trawić
- alby nie narazić się na zastoje pokarmu należy niemowlaka przystawiać do piersi w różnych pozycjach, od przodu, spod paszki, na leżąco - i tak w kółko, bo w różnych pozycjach dzidzia wyciąga mleko z różnych części cycka
- przepis na karmienie co 2,5 godziny (TAK! Położna zdradziła nam wypracowany sposób sprawiania, że nie trzeba budzić się co pół godziny): przystawiamy dziecko do piersi i karmimy 20-30 minut (dziecko ma cały czas pić, pobudzamy go np. gilganiem w stópkę), jeśli dzidzia w pewnym momencie odsuwa pierś, dajemy jej kilka minut na "przełknięcie" i z powrotem przystawiamy, jeśli zasypia- można nawet rozebrać do pieluszki, by z zimna się rozbudziło; generalnie chodzi o to, by niemowlę ssało 20-30 minut; potem odbekowujemy i kładziemy do łóżeczka (jeśli beknięcia nie było, kładziemy na boku); czekamy 10-15 minut i - UWAGA - wyciągamy dzidzię i znów przystawiamy do tej samej piersi, na jakieś 10-20 minut. Czemu? Dziecko przez ten czas "oczyści" przełyk, ciutkę odpocznie i będzie mogło najeść się NA MAXA. Jak długo trzeba stosować ten przepis? Tydzień! Tydzień czasu i budzimy się co 2-3 godziny! Już nie mogę się doczekać, by to wypróbować
- przepis na zdrowe piersi przy laktacji (kolejny genialny sposób doświadczonej Położnej): przed karmieniem piersią obmywamy pierś zwykłą wodą, między pierwszą a drugą fazą karmienia również przemywamy zwykłą wodą; a po karmieniu wyciskamy mleko z piersi, pokrywamy mlekiem brodawkę z otoczką, czekamy aż zastygnie, robimy drugą warstwę mleka na brodawkach i już :)
- karmienie piersią ma być przyjemnością, na początku boli, jednak jeśli po 6-8 razach nadal odczuwamy bolesność, oznacza to, że dziecko przystawiane jest w zły sposób
- ciekawostka: jeśli zdarzają się nawały pokarmu oczywiście należy je odciągnąć: dzieckiem, laktatorem lub (!) własnym mężczyzną; bo jeśli dziecko już nie chce, laktatora nie ma, a mamy plastikową nakładkę z sutkiem gdzieś w szufladzie, to nic nie stoi na przeszkodzie, by nie pomógł nam nasz facet


Ostatnia informacja wywołała lekkie poruszenie wśród zgromadzonych. Dużo zdziwienia, trochę obrzydzenia, szczyptę szoku. Ja zostałam zaintrygowana i byłam ogromnie ciekawa, co by powiedział na to K. Więc wieczorem, leżąc w łóżku opowiadam mu o wszystkim i pytam na koniec:
- Zrobiłbyś coś takiego?
- Ja odpadam - mówi od razu - przecież wiesz, że nie mogę spożywać mlecznych wyrobów, od razu w kiblu bym wylądował.
- No dobra, ale abstrahując od tego... Jakbyś nie był uczulony? Wiesz, to zwykłe mleko, tylko słodsze.
- No wiem, wiem... Jeśli ma ci to pomóc, to pewnie. Pociągnę. W razie czego, jeśli będziesz mnie potrzebowała do tego, to będę się zaciągał i wypluwał. Wtedy nie wyląduję w WC, a ciebie nie będzie bolało. O, mamy rozwiązanie. Będę ciągnął  i wypluwał.

Kochany ten mój K.

Opublikowano 03:12 by lipson

12 komentarzy

środa, 16 października 2013

U MAMY:

- dzidzia ciśnie na maxa: mama może tracić oddech czując kopniaki w płuca lub uderzenia w pachwinach dzięki wielkiej głowie małego człowieka
- waga mamusi niemalże sięga skali na wadze łazienkowej

U KREWETKI:

- trwa trening ssania, oddychania, mrugania, obracania głowy, chwytania i prostowania nóżek
- skóra dziecka wygładza się i grubieje
- waga: około 2,1 kg
Jedna z uczestniczek mojej Szkoły Rodzenia urodziła. W 36 tygodniu ciąży. Miesiąc przed terminem. Ciekawe, czy miała już wszystko przygotowane na przyjście dziecka na świat. 

Bo wiecie... Ja nie mam. Cholera.

Został mi do kupienia przewijak, wózek i stanik do karmienia.
Natomiast w chacie o wiele więcej. Na październik: zakup wykładziny i telewizora do pokoju dziennego, wymiana podłogi w korytarzu, pranie firan, pomalowanie ściany nad łóżeczkiem, pomalowanie ławy i - najgorsze - górne piętro w terrarium (dolne już jest). 
Na listopad zostawiam same przyjemności: pranie i prasowanie ciuszków, wizyta u fryzjera, wizyta u dentysty, naładowanie lodówki jedzeniem, spakowanie torby do szpitala. 

Generanie niby da się to zrobić. Ale w praktyce widzę, że wszystko mi spierdziela spod rąk, a czas przecieka przez palce jak hektolitry wód płodowych. W niedzielę chcę jechać na targi HAPPY BABY do Poznania, jutro idę na szkolenie "Kampania Bezpieczny Maluch", więc już mam dwa dni "z dupy". A daj Boże mamy połowę miesiąca!

Oczywiście - należy wspomnieć - K jest totalnie wyluzowany, jak tłusty kot po maryśce z tuńczykiem. Bo przecież "mamy czas, po co się stresować?, damy radę, mamy czas". Przysięgam, że jak go tak słucham, to zastanawiam się czy stu kilowa ciężarna jest w stanie zabić dorosłego mężczyznę...

Jak myślicie?

Opublikowano 09:56 by lipson

11 komentarzy

poniedziałek, 14 października 2013

Bardzo mega ważny temat w Szkole Rodzenia- przewijanie, kąpanie i inne "anie". Dlatego na zajęcia zaciągam K. On natomiast, wiedząc, że trudne zadanie go czeka zamiast brać przepustkę, bierze dzień wolny. 
Żeby się psychicznie przygotować.


Wszystko zaczyna się normalnie i spokojnie. Wszystko zmienia się, gdy po gimnastyce wstępnej i ćwiczeniach oddechowych, Wioleta wjeżdża do sali stoliczkiem, na widok którego wszystkie przyszłe mamy wstrzymują na moment oddech. 
Na szczycie stoliczka, jeden w różowym, drugi w niebieskim pajacu, leżą gumowe niemowlaki gotowe na wszystko. Wokół stoliczka my- kobiety przygotowujące się do roli mam od ponad pół roku. 

Przerażone.

Bo świadomość, że dziecko za moment się pojawi niby jest. Niby. Bo tak naprawdę, czy któraś z nas - pierworódek - czuje tak na prawdę - na prawdę, że wyjdzie z niej CZŁOWIEK? Bo wiedzieć- wiemy. Nasze mózgi o tym wiedzą. Ale czy potrafimy to sobie wyobrazić? Że w tym złożonym od jakiegoś czasu łóżeczku za 40 dni pojawi się małe ŻYWE coś? Wątpię.

Dlatego widok gumowych niemowlaków podnosi nam delikatnie temperaturę.

Podoba mi się podejście Wiolety do kosmetyków dla niemowląt- im mniej tym lepiej. Bez zbędnej chemii.
Do kąpania kosmetyk do ciała i włosów dla niemowląt, po kąpieli dwa kremy- jeden na pupę przeciw odparzeniom, drugi na buzię ochronny. Na ciemieniuchę przed kąpielą-oliwka, którą podczas kąpieli zmywamy. I już. Żadnych balsamów, dodatkowych kremów, nabłyszczaczy, nawilżaczy i natłuszczaczy

Sama kąpiel to najpierw część sucha, gdzie używamy wacików i ciepłej wody - myjemy buzię, nosek, uszka. Wacikiem z solą fizjologiczną przecieramy oczka (od zewnątrz do środka), specjalnymi patyczkami- uszy w środku (bardzo delikatnie "w środku"). Jeśli coś w nosku- aspirator lub gruszka. Gazą nawiniętą na palec zamoczoną w wodzie możemy umyć również środek buzi (sprawdzając przy okazji, czy nie ma pleśniawek). Rozbieramy maluszka, myjemy mu genitalia (u dziewczynek rozchylając lekko wargi sromowe) tylko wacikiem z wodą.

Potem - uwaga - podnosimy dziecko i wkładamy do wanienki (w pomieszczeniu nagrzanym do 25 stopni, do wody nagrzanej do 36-37 stopni nalanej do wysokości spojenia łonowego dzidzi). I tam pluskamy. Brzmi prosto, wygląda trudniej, Wioleta pokazuje jak chwytać lewą ręką za prawy obojczyk, przechylać podkładając pod główkę prawą dłoń a potem unosić lekko dzidzię wkładając lewe przedramię pod kark. A potem mówi:
- No, to teraz każdy z was po kolei.
O w dupę. 
Więcej niż połowie dziewcząt trzęsą się ręce, więcej jak połowa dziewcząt mimo, że koślawo robi jednak wszystko dobrze. Mi się udaje. K również. Co więcej- jakież on ma wielkie łapy w porównaniu do małej główki dziecka! Wioleta też zwraca na to uwagę i mówi, że wiele kobiet na początku wysyła do kąpieli niemowląt właśnie mężczyzn, bo czują się od nich mniej pewne w kontaktach z małymi ludźmi.

Gdy już wszystkie przyszłe mamy "wykąpały" swoje dzieci, mówimy chwilę o dbaniu o kikut pępowinowy (ja mam zamiar używać gencjany) i zabieramy się za zmienianie pieluszki. Troszkę łatwiej, troszkę śmieszniej, inny obecny na sali mężczyzna nie podejmuje wyzwania. K natomiast wręcz przeciwnie- kupa to jedna z jego pasji, więc z ochotą idzie się uczyć. Może nie do końca wychodzi mu to idealnie (dwa czy trzy razy podnosi niemowlaka za stópki, wyrywając zapewne nogi ze stawów), ale pieluszka zostaje zmieniona. 
A gumowy niemowlak nie płacze. 
Sukces.

Opublikowano 12:30 by lipson

15 komentarzy

sobota, 12 października 2013

Post, który rozpoczynam będzie dokładnie i tylko i wyłącznie o mnie. Więc wszystkie czytelniczki, które liczą na niusy z brzucha lub kolejne ciekawostki lecące z ust mojego K, zostają ostrzeżone: dziś jest o mnie.

A żeby podkreślić, jak intymnie dziś będzie, bardzo intymne moje zdjęcie:
Moje stópki i moja agama - szefu wszystkich szefów :)

A notka jest o mnie, bo chodzi o nominacje do Liebster Blog Award. Sama nawet nie wiem, co oznacza "Liebster", brzmi jak jakaś pozycja seksualna po niemiecku. Ale skoro aż 4 osoby mnie nominowały, to chyba wypada odpowiedzieć.

Nominacja od Zimowej Mamy:
1. Zaraz po przebudzeniu o czym myślisz? Siku.
2. Dom bez zwierząt czy ze zwierzętami? Zdecydowanie Z.
3. Dzień bez czego jest wg Ciebie dniem straconym? Soli i telefonu.
4. Kolekcjonujesz/zbierasz coś? Węże i zdjęcia. 
5. Ulubiona część garderoby? Staniki, bo mam sexi cycki :D
6. Co najlepiej Ci wychodzi? Całowanie.
7.  Masz jakieś magiczne miejsce? Między nogami? ;)
8. Książka wszech czasów to dla Ciebie? Oj, nie wiem.
9. Co sprawiło Ci trudność w ostatnich dniach? Wchodzenie po schodach.
10. Czym pachnie Twój dom? Obiadem najczęściej.
11. Opisz jednym słowem siebie. Lipa! :)

Nominacja z Natarkowa:
1. Najpiękniejsza randka? Do mojego mężczyzny zaprowadziła mnie ścieżka z tulipanów.
2. Twój sposób na relaks? Film, książka.
3. 3 rzeczy do zabrania na bezludną wyspę. Na żadną bezludną nie jadę, w ciąży jestem!
4. Masz w domu jakieś zwierzęta? Węże, jaszczurkę, ptasznika, patyczaki.
5. Ulubiony film? Bajki Disney'a.
6. Najdziwniejszy sen? Miliardy dziwactw mi się śnią.
7. Kawa czy herbata? Kawa.
8. Jakbym wygrała milion to... mojej rodzinie żyłoby się lepiej.
9. Co w sobie najbardziej lubisz? Charakter.
10. Ile chcesz mieć dzieci? 3.
11. Wymarzone wakacje? Nowa Zelandia.

Nominacja z Baby Boom'u:
1. Gdybym mogła zmienić coś w swoim życiu... schudłabym.
2. Chciałabym, aby moje dziecko gdy dorośnie było... szczęśliwe.
3. Coś zielonego... yyyy, marichuana? :D
4. Mój ulubiony dowcip... Brak.
5. Moim największym sukcesem jest... To, kim jestem teraz.
6. Najbardziej zabrakło by mi na bezludnej wyspie (rzecz, nie osoba)... telefonu.
7. Najbardziej szalona rzecz w moim życiu... Kolczyk w języku.
8. Nigdy nie znudzi mi się... Internet.
9. Coś słodkiego, coś kwaśnego... yyy czekolada i cytryna? :P
10. Gdybym przeniosła się w czasie i przestrzeni byłabym... Sobą w innym czasie i przestrzeni.
11. gdybym trafiła 6 w lotto... miałabym kupę siana :D

Nominacja z Misz-Masza:
1. Dlaczego blogujesz? Czy było jakieś wydarzenie, które Cię do tego skłoniło? Koleżanka powiedziała, że to dobry sposób, żeby wyrwać różne próbki produktów dla Dziecka.
2. Twój najlepszy etap w życiu? Całe życie :)
3. Jak zmieniło się Twoje życie w ciąży? Zgaga, zmęczenie, waga.
4. Masz ciążowe rytuały, coś czego będzie Ci brakować/brakuje Ci po urodzeniu dziecka? Kopanie dzidzi.
5. Z czego musiałaś zrezygnować w czasie ciąży? Picie, palenie, imprezowanie.
6. Ulubiona pora dnia? Popołudnie.
7. Moją największą zachcianką jest/było...? Same pierdułki, np. "coś słodkiego".
8. Dom ze zwierzakim czy bez? Z!
9. Kolacja z Mężem/Partnerem w domu czy na mieście? Czasem tak, czasem tak.
10. Co poprawia Ci humor? Widok K, dobry kabaret, sukcesy.
11. O czym marzysz? Żeby moja Dzidzia była zdrowa i szczęśliwa.

Uff, dla tego, kto przez to przebrnął - setka! 
Setka mleka w sensie, bo większość z was pewnie alkoholu nie może :P
Powinnam teraz kogoś nominować i zadać swoje pytania:

Moje pytania:
1. Mój brzydki nawyk:
2. Czego nienawidzę będąc w ciąży?
3. Sex w ciąży?
4. Chrzestni dla dziecka- z rodziny czy poza?
5. 3 rzeczy, które irytują mnie najbardziej:
6. Moja teściowa...
7. Jak radzę sobie ze zmęczeniem w ciąży?
8. Co powinien posiadać dobry blog?
9. Miasto, w którym mieszkam:
10. Czemu czytam "Życie w pakiecie"?:)

Moje nominacje:
1. Mysiasizm - bo jest nowa wśród obserwujących "Życie w pakiecie" :)
2. Yduuu - bo jestem ciekawa, ile przekleństw będzie w odpowiedziach na 11 pytań :)
3. Czerwonowłosa - bo jest spoko i ją lubię :)
4. Projekt Dziecko - bo zaraz urodzi i pewnie zniknie na jakiś czas z blogosfery, więc trza ją wykorzystać póki jest ;)
5. Tatdool - bo przeszła na L4, więc ma od cholery wolnego czasu teraz :)
6. W oczekiwaniu - bo obie mamy ochotę zagryźć naszych facetów za "spokojnie, mamy czas"
7. Mama w UK - bo niby tak daleko, a problemy i poglądy podobne :)

Dobra, to chyba wszystko. Jutro wrzucę notkę z ostatnich zajęć ze Szkoły Rodzenia, więc na pewno będzie bardziej treściwie. A póki co - ciekawe przesłanie na koniec:

Opublikowano 02:27 by lipson

7 komentarzy

czwartek, 10 października 2013

Po ostatnim wpisie i Waszych komentarzach wiem, że na pewno nie pokażę bloga mojemu K. Kto to widział, żebyście pochwalały go za kupowanie Bounty w zamian za poród?! Niedobre dziewuchy! 

Tak czy inaczej, dzisiaj będzie o jednej z moich "ulubionych" dolegliwości ciążowych. Już kiedyś, w poście "Ciąża jest do dupy" pisałam o rozstępach - jak to kobiecy brzuch zaczyna przypominać popękaną starą wazę czy krwisto pręgowanego balona. Gdyby to były zwykłe "prążki", "znamionka"... niestety, rozstępy to różowe grube brzydkie pręgi. A moje ciało ma niezwykła tendencję do posiadania rozstępów - kilka białawych kreseczek mam na kolanach, bo kiedyś rosłam za szybko, dwie czy trzy posiadałam już na brzuchu bo kiedyś przytyłam za szybko... Tak czy inaczej, szykowałam się na najgorsze.


Podczas ciąży wypróbowałam łącznie trzy preparaty. 

1) Bielenda


Zaczęłam wcześnie, w trzecim miesiącu ciąży, żeby ustrzec się tego różowego paskudztwa. Nie miałam rozstępów, smarowałam się balsamem z różowego pojemnika z napisem "Sexy Mama", czekając aż będę Sexy. Nie dość, że się nie doczekałam, to jeszcze rozstępy zaczęły się pojawiać i rosły sobie ładnie jak grzybki na deszczu. 
Ok, nie zawsze smarowałam brzuch dwa razy dziennie, ale ZAWSZE robiłam to przynajmniej raz dziennie. Ni cholery nie pomogło.



2) Oliwka


Kumpela mi powiedziała "nie inwestuj w jakieś wymyślne kosmetyki, najlepsza jest zwykła oliwka". Więc K zaczął wcierać mi w brzuszek oliwkę, co w sumie go ucieszyło- okazało się, ze oliwka świetnie wpływa na dłonie wcierającego. Niestety dla mnie- rozstępy się powiększały, do tego smarowanie z rana odpadało, bo oliwka strasznie tłusta.
Kosmetyk tani, niestety u mnie nieskuteczny, chyba, że komuś zależy na gładkich dłoniach.
Myślałam sobie: "mam tendencję do rozstępów, trudno, nic się z tym nie zrobi"



3) Palmer's

Dostałam go od kuzynki K, tej "porody-są-obleśne,-po-co-facet-ma-cię-taką-oglądać". W sumie oliwka za dużo nie zdziałała, balsam dostałam for free, to sobie myślę "a co tam, pewnie nie pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi".
Oj, jakże się myliłam!
Panie i eee... panie, oto mój numer jeden rozstępów! Nie dość, że się nie powiększają, to jeszcze troszeczkę jaśnieją! Okazało się, że tendencja tendencją, a jednak dobry kosmetyk może zdziałać cuda. Polecam całym brzuchem!

Opublikowano 13:11 by lipson

17 komentarzy

środa, 9 października 2013

U MAMY:

- masz wrażenie, że nic więcej się w tobie nie zmieści, czujesz zmniejszony apetyt
- najprawdopodobniej masz wystający pępek (ja akurat ni mam)
- u niektórych mam pojawia się panika, bo to już tuż tuż, przyszli ojcowie charakteryzują się w tym temacie mega wyluzowaniem (obserwacje własne i innych mam)

U KREWETKI:

- płód pracuje nad surfaktantem wyścielającym płuca i tkanką tłuszczową
- trenuje wzrok skupiając go na pępowinie i własnych kończynach
- waga: około 1,9 kg



Przepełniają mnie nadal wkurwiające hormony. W ciągu ostatnich 3 dni, musiałam powstrzymywać łzy cztery razy, w tym raz - o matko hormonalna! - gdy weszłam do kuchni i zobaczyłam mojego sexownego K w jego sexownym fartuszku. 
- Ej, czemu płaczesz? - pyta przerażony K, gdy widzi szklanki w moich oczach.
- Nie wiem noo... - odpowiadam.
- Aaa, no to OK. - uspokaja się i wraca do gotowania.



Dni mijają co raz szybciej, im mniej dni zostało do końca ciąży, tym dni są krótsze. Czy jest to fizycznie możliwe w ogóle?! 
Przedstawiam któregoś wieczoru szpitalną listę wyprawkową K - wskazując palcem punkt "na wyjście", żeby się przygotował, żeby wiedział. K śmieje się czytając "dobry humor", dziwi się widząc "posprzątany dom"
- Przecież zawsze jest posprzątane - dziwi się.
- No ale dlatego, że to ja sprzątam, kochanie moje najdroższe - odpowiadam zgodnie z prawdą.
K czyta dalej, czyta, czyta i  dochodzi do momentu "kwiaty i upominek dla mamy"
- Upominek? - dziwi się ponownie
- No dla mnie, że ci potomka urodzę - tłumaczę.
- No ale co ja mam ci kupić? - myśli i dodaje - Może być Bounty?

Ożeszwdupę.

Opublikowano 10:32 by lipson

15 komentarzy

poniedziałek, 7 października 2013

A dostałam ja ci książeczkę o tytule takim jak tytuł tegoż postu. I przeczytałam ja ci książeczkę. Fajnie, krótko, zwięźle i na temat. W przeciwieństwie do ostatniego numeru Mam Dziecko, którego zakup poleciła mi Teściowa. Kupiłam, żeby się jej przypodobać. W temacie "kosmetyki do pupy" gazeta wymienia 16 różnych specyfików. 16! Ja pierdzielę, im mniej chemii tym lepiej, a tu na samą dupę masz tyle! Więc czytankę gazety uważam za stratę czasu (tylko wyczytałam ile to niemowlę może mieć dolegliwości i chorób, niepotrzebny stres). 

Natomiast czytankę książeczki "pierwsze 100 dni z dzieckiem" punktuję tutaj (najciekawsze rzeczy):

  • nie wolno uciskać ciemiączka niemowlaka
  • synchronizacja wzroku powinna wykształcić się do końca 6 miesiąca
  • pęknięcia warg powstające na skutek ssania wyleczą się same
  • do czasu odpadnięcia kikuta i trzy dni później należy przemywać go 70 procentowym spirytusem, ochraniać sterylnymi gazikami i w miarę możliwości często wietrzyć
  • u niemowlaka brodawki sutkowe mogą być powiększone
  • u dziewczynek może pojawić się białawy wyciek z pochwy lub niewielkie krwawienie- to wszystko mija po kilku dniach
  • kobiece obie piersi mogą produkować od 720 do 950 ml mleka dziennie, a ważące 4 kilogramy niemowlę potrzebuje najwyżej 400-680 ml na dobę
  • jak sprawdzić czy dziecko się najada? jeśli dziecko siusia sześć lub więcej razy w ciągu doby a najpóźniej po upływie 2 tygodni maleństwo odzyskuje wagę urodzeniową, to znaczy że nie ma powodów do niepokoju - dziecko się najada
  • każda kobieta może karmić naturalnie, nie powinnyśmy słuchać opowieści mamy, babci czy koleżanek o ich przebytych kłopotach i szykować od razu butelki na wszelki wypadek; należy pozytywie nastawić się do karmienia i potraktować je jako normalne, fizjologiczne następstwo porodu
  • na podrażnione sutki łagodząco podziała kropla mleka wyciśnięta z piersi i rozmasowana na brodawce
  • aby nie dopuścić do podrażnień niemowlęcej dupki trzeba zmieniać pieluszki co 2-3 godziny, czyścić wszystkie fałdki skóry, dokładnie ją osuszać i smarować pupę kremem ochronnym
  • temperatura w sypialni powinna się wahać od 22 do 25 stopni; ważne jest by dziecko nauczyło się odróżniać dzień od nocy (w dzień śpi przy dziennym świetle i dźwiękach typowych dla życia domowego) - EDYCJA PO KONSULTACJI Z POŁOŻNĄ: 20-22 stopnie!
  • noworodka należy układać na boku lub na plecach ,jednak nie bezpośrednio po karmieniu
  • temperatura w pomieszczeniu gdzie kąpiemy dziecko powinna być nie niższa niż 25, a temperatura wody- 36 stopni; przed kąpielą myjemy dziecku oczy jednym ruchem wacikiem, tak samo robimy z zewnętrzną częścią nosa i uszu, sama kąpiel powinna trwać do 3 minut
  • podczas przewijania unikamy prostowania nóżek
  • w drugim tygodniu życia - pierwszy spacer
  • w trzecim tygodniu życia- zaczynamy podawać witaminę D3


Dni mijają mi monotonnie- staram się nie pić kawy, więc wróciłam do stanu ZOMBIE. Niestety ni cholery nie przekłada to się na zasypianie- zasypiam nadal około dwóch godzin, myśląc o wszystkim o czym tylko się da. Sprawy mieszkaniowe ruszyły trochę do przodu, paczka z częścią wyprawki już do mnie leci, sprawy terrarium też idą - wszystko powoli ale skutecznie.
Mała się rozpycha, coraz ciaśniej jej w moim brzuchu, który co chwilę faluje a ja - przyznaję - nie mogę się na to napatrzeć. To chyba jakieś zboczenie.



Newsy z Ojcowskiego Frontu

Oglądam gazetę Mam Dziecko, K obok mnie. Przyglądam się śpiworkom, gadając coś o nich, zastanawiając się nad śpiworkiem dla Krewetki. K pyta:
- Ej, a wiesz co to jest - połączenie Shreka i piwa?
- Yyy....... - odpowiadam zgodnie z prawdą.
- No połączenie Shreka i piwa. Nie wiesz? Szpiworek! Sz- piwo- rek! 
Oj, już dawno mu się żaden kawał tak nie udał więc śmiał się i śmiał i śmiał.

Przy którymś z kolei balsamowaniu rozstępowego brzucha natomiast (który to brzuch nota bene wygląda tak, że weź i wyjdź), K wzdycha i cicho mówi:
- Oj, co ja bym dał za ten bujaczek, tylko większy.
- Przecież mamy kiwające się fotele, to się pobujaj na fotelu.
- E tam, one nie są na baterie, ja chce na baterie.

Opublikowano 11:59 by lipson

13 komentarzy

piątek, 4 października 2013

Wiadomo, że co szpital to ciut inne zasady, ale może i dla Was będzie to jakaś pomoc przy pakowaniu się do szpitala.
Dokumenty wymagane przy przyjęciu do szpitala:
- dowód tożsamości
- dokument potwierdzający ubezpieczenie (niby ewuś jest, ale lepiej dmuchać na zimne)
- NIP własny i pracodawcy (najlepiej zapisać na karcie ciąży)
- karta przebiegu ciąży + wyniki krwi (grupa, Rh, morfologia)
- konsultacje lekarskie do porodu (np okulistyczna)
- dane poradni Dziecka (lekarz rodzinny, przychodnia)
- wypisy ze szpitala jeśli mama była podczas ciąży w jakimś
- ostatnie badania USG

Rzeczy dla mamy:
- przybory toaletowe, w tym środek do higieny intymnej i maść do brodawek
- szlafrok, 2 koszule rozpinane z przodu, 2 staniki do karmienia (1 jeśli mamy wkładki laktacyjne)
- 2 jednorazowe majtki z siateczki
- klapki, ręczniki (kąpielowy i zwykły), ręcznik papierowy, papier toaletowy
- podkłady do łóżka- 5 szt
- woda niegazowana, kubek, sztućce

Rzeczy dla osoby towarzyszącej do porodu:
- ubranie ochronne i obuwie jednorazowe
- zgoda na uczestnictwo w porodzie rodzinnym

Rzeczy dla dziecka (donoszone PO porodzie, mogą być ale nie muszą):
- 3 pajacyki, 1 czapeczka smerfetka, 2 pary skarpetek, 1 niedrapki
- 3 pieluszki flanelowe, 3 tetrowe
- chusteczki nawilżane, 10 pampersów, mały kocyk bawełniany

Na wyjście:
- dla mamy: wcześniej przygotowane ubranie, dobry humor, posprzątany dom i zrobione zakupy, przygotowany obiad, kwiaty i upominek od ojca dziecka (tak, dokładnie tak dostałyśmy zapisane informatory, jak widać, położne nie wierzą w kreatywność i mózgi naszych mężczyzn)
- dla dziecka: fotelik, ciuszki na wyjście


Uważam się za twardą babkę, ale wiemy - my, kobiety- że przychodzą takie momenty, kiedy przegrywamy walkę z kurewskimi hormonami. 
Dziś miałam taki dzień. Czemu?
Obawiam się, że K i ja nie zdążymy ze wszystkimi rzeczami remontowo- organizacyjnymi przed narodzinami dziecka, duszę to w sobie (a chyba nawet pielęgnuję!) i drażni mnie to, że K nie podziela mojego stresu i nie robi rzeczy z Listy. Do tego gdzieś w środku boję się samego Dziecka, ciężarne są emocjonalnie - jak słyszałam dziś w Dzień Dobry TVN- w stanie ciągłej gotowości, napięcia psychicznego i obaw. Mimo, że sobie tłumaczę: "wiem dużo", "poradzę sobie" itd... to w środku, głęboko w środku moje obawy potęgują hormony. 
Generalnie jestem twardą babką, dziś jednak przegrałam.
Kłóciłam się ze sobą w myślach, ba! kłóciłam się w myślach z K nawet.
Płakałam, sprzątałam i płakałam.
Chyba raz na jakiś czas trzeba po prostu się wypłakać, przegrać z hormonami, żeby móc potem dzień za dniem deptać je wielkim buciorem jak obleśnego robala.

Bycie kobietą czasami jest naprawdę do dupy.

Opublikowano 12:36 by lipson

16 komentarzy

wtorek, 1 października 2013

U MAMY:

- płuca coraz bardziej ściśnięte, więc przy większym wysiłku można stracić oddech
- ciąża doskwiera coraz bardziej, mama jest ogromna, nie ma w co się ubrać i średnio się wysypia

U KREWETKI:

- maluch powoli obrasta tłuszczykiem, ale nadal jest szczupły
- najprawdopodobniej dzidziol jest skierowany głową w dół
- nadal jest pokryty mazią płodową
- waga: około 1,7 kg


W ostatnim wpisie wspominałam o kompletowaniu wyprawki. Jak pisałam, tak zrobiłam - wzięłam moją listę wyprawkową, poczytałam parę wpisów wyprawkowych innych blogerek, otworzyłam allegro i... jasna cholera w dupę kopana! Tytuł magistra a sobie nie mogę poradzić z jedną prostą listą. Musicie pomóc:
1) lepsze cążki czy nożyczki do paznokietek?
2) jaki materacyk?
3) majtki siateczkowe jednorazowe czy wielorazowe?
4) aspirator czy gruszka?
5) sudocream 60g czy 125g?
6) warto kupować Chusteczki do Higieny Intymnej?
7) czy powinnam kupować Octenisept ?
8) poduszka poporodowa- jest sens?
Gabryś kopie, chyba śmiejąc się z głupiej matki. 


Wczoraj miałam Mega Analny dzień. W całej ciąży miałam około pięciu takich dni, takich, gdzie kilka pierdół łączy się w jeden wkurzająco- dołujący zestaw rozpierdzielający. I wczoraj właśnie tak było. Najpierw wizyta u grafika mojego ojca- laska miała przygotować projekt oklejenia auta firmowego, projekt nie był ukończony, a pani grafik kazała mi sobie wszystko wyobrażać. Po co komu taki projekt? To tak jakby ktoś zlecił mi stronę internetową a ja bym powiedziała "pan se wyobrazi, że strona jest granatowa z pięcioma zakładkami i pięknym logo w rogu". Nożeszkurna.
Potem byłam w firmie ojca- siostra wkurzyła się na ojca, i zamiast jemu- powiedziała to mnie; potem ojciec wkurzył się na nią i żeby nie zaostrzać sytuacji, wykrzyczał wszystko mnie. W ciąży jestem spokojniejsza niż zazwyczaj, ale tyle nerwów to dla mnie za dużo. Kumulowałam, kumulowałam, poszłam do domu i się popłakałam. 
W między czasie napisałam do mnie kuzynka K (ta, która ostatnio opowiadała same "przyjemne" rzeczy o porodzie), że chce wpaść i coś mi podrzucić. Miałam zapierdziel w dzień, więc doradziłam, żeby wpadła po 17:00, myślałam, że może nie będzie miała czasu. 
Miała. 
Kuzynka wpadła z paroma prezentami. Dała wanienkę ze stojakiem, taką dziwną skakankę dla dziecka (lindam bounce), nosidełko i trzy ciuszki. Fajnie, miło, sympatycznie. Siadłyśmy i zaczęłyśmy gadać. Próbowałam trzymać tematykę rozmów z dala od porodu. K się dosiadł i nawet rozmawialiśmy o kupach (ja pierdzielę, wasze znajome młode mamy też mają zdjęcia stolców swoich dzieci na komórkach???). Myślałam, że wszystko przejdzie spokojnie.

Jakże się myliłam.

- Masz zamiar być przy porodzie? - kuzynka pyta ojca mojego dziecka. 
- Póki co, jest taki plan, że będzie. Ale mamy jeszcze dwa miesiące - ja szybko odpowiadam, dając kuzynce jeszcze furtkę do wykorzystania; że decyzja nieostateczna, więc może się odczepi.
Kuzynka nie korzysta z furtki.
- Będę szczera. Nie rób tego. Ja na początku chciałam, żeby mój był, ale on nie chciał. I dobrze! Oglądać męczarnie kobiety? Bo kobieta bardzo się męczy. To ogromny ból, straszna sprawa, a facet i tak nie może pomóc. I do tego to wszystko co wychodzi z kobiety? Obleśne!
I nawija dalej. I dalej. I dalej. Kurwa. Próbuję zakończyć temat.
- Mamy jeszcze dwa miesiące, a większość znajomych doradza towarzystwo faceta przy porodzie. Nawet ostatnio kolega K z pracy był przy porodzie, mówił, że się nie narobił za bardzo, że nic strasznego.
- Nawet przy rodzeniu łożyska był - wtrąca K - Był przy dziecku co prawda, ale co nieco widział i też jakoś specjalnie go to nie wzruszyło. Więc myślę, że sobie poradzę.
Tym miłym akcentem zamykamy buzię kuzynce, jednak do końca dnia nie mogę wyrzucić z głowy jej gadaniny. Jak można ciężarnej wygadywać takie rzeczy - będzie obleśnie, boleśnie, nawet do trzydziestu godzin rodzenia. Aż dziw, że w swym przypływie szczerości nie opowiedziała o możliwych komplikacjach przy porodzie czy martwych niemowlakach.

Oj, coś mi się wydaje, że zanim nie urodzę, to się z nią już nie zobaczymy.

Opublikowano 02:45 by lipson

20 komentarzy