środa, 31 lipca 2013

U MAMY:

- pęcherz ma coraz mniej miejsca, więc oddawanie moczu coraz częstsze (coś w tym jest)
- mogą się pojawić pierwsze próbne skurcze Braxtona- Hicksa (brak)
- drugi trymestr określa się najlepszym do wyjazdów, bo jest najmniej negatywnych objawów

U DZIDZIOLA:

- mózg powoli dojrzewa (czyli te disco polo, które dzidziol słyszał niechcący w zeszłym tygodniu nie doszło do mózgu- to bardzo bardzo dobrze)
- skóra grubieje z dnia na dzień, ale nadal nie ma pod nią zbyt wiele wyściółki z tłuszczyku


Byłam na basenie i zrobiłam 1000m spokojną godzinną żabką. Byłam tak z siebie dumna, że w końcu ćwiczę, że robię coś dla siebie, dla mniej bolesnego porodu, dla zdrowia i w ogóle... że zjadłam po powrocie trzy morele, brzoskwinię, banana, jabłko, miseczkę spaghetti i pół kukurydzy w kolbie. 



- O, cześć stary, wracasz z zakupów?
- No, moja żona zaszła w ciążę, teraz je za troje.
- Troje? Spodziewacie się bliźniąt?
- Nie, normalnie to je za dwoje.

Taki kawał z CKMu. Czyżby mnie znali? :)

Planujemy z K wyjazd nad morze- Malbork, Trójmiasto, Hel, Ustka i całe wybrzeże aż do Rewala. Już nie mogę się doczekać! Czy ciężarne mogą bez problemu kąpać się w polskim morzu? Co fajnego polecacie do zobaczenia/ zwiedzenia nad polskim morzem? Jakieś wielkie akwarium z waleniami, żebym poczuła się szczupło na przykład? :)

Opublikowano 00:02 by lipson

20 komentarzy

poniedziałek, 29 lipca 2013

Na początku, chciałabym złożyć wyrazy współczucia na brzuchy wszystkich ciężarnych drugiego i trzeciego trymestru w TYCH DNIACH. Trzydzieści kilka stopni na dworze to jakby Bóg mówił: "Przybranie wagi, rozstępy, wymioty, hormony, bolesny poród - to za mało! Daję wam, kobiety ciężarne, upały!!!

Byliśmy z K na weekend na wsi, u jego rodziny. Co oznacza, że ładnie trzeba wyglądać, siedzieć z rodziną przy stole bez oparcia, uśmiechać się mimo, że pocę się na twarzy, w zgięciach kolan i w kroczu. Ale dałam radę jakoś, zwłaszcza, że miałam wsparcie w K, który zaczął gadać do brzucha, macać brzuch i uwaga! nawet załatwił stetoskop, żeby posłuchać co się dzieje w moim brzuchu.


A więc słuchaliśmy i cóż- brzmiało to, jakbyśmy włożyli głowy do akwarium. Szmery, szumy, bąbelki i takie echa, jak przy przepływaniu obok czegoś, genialne! 

Dzidziol kopie ambitnie, K już czuje wyraźnie, wczuwa się chyba w końcu w rolę tatusia bo pyta, kiedy będziemy skręcać w końcu łóżeczko.

A, teściowa znalazła w Przyjaciółce odpowiedź na pytanie jednej z czytelniczek o to, czego nie można jeść w ciązy - nie zaskoczyła mnie niczym, prócz sera fety. Nigdzie wcześniej nie czytałam, ażeby ser feta był niekorzystny, a jest niby taki ze względu na użycia sera mleka niepasteryzowanego. Wiecie coś na ten temat?

Opublikowano 07:07 by lipson

11 komentarzy

piątek, 26 lipca 2013

Chyba każda ciężarna ma dni, w których jest tak zmęczona, wyczerpana i srająca hormonami, że ma ochotę po prostu się poryczeć. Albo czuje, że powinna się poryczeć, ale nawet na to nie ma energii.

U mnie było wczoraj mega kombo: 
- wizyta u dentysty
- 2 kilometry pieszo
- godzina korków z wkurzającym uczniem
- irytująca gadanina K do siebie samego nad malowanym biurkiem (po co, na co, tu nie pokrywa, no nic dziwnego, ale to bez sensu, itd itd)
- wizyta na blogu  i zazdrość oraz żal, że kopów mojego dziecka tak nie widać
- wizyta u Rodziców i rozmowa o tym, że nie mogę tego i tego, nie powinnam jechać na Woodstock, a te jabłka będą lepsze dla mnie niż tamte

Gdyby te rzeczy pojawiły się osobno- szara codzienność, jak mały irytujący komar. Ale jest różnica, czy lata wokół nas jeden komar czy chmara. I gdy w końcu wydaje się, że zabiłaś wszystkie- JEB!- i kolejny komar dziabie cię w czoło. 


Więc tak- byłam wyczerpana.

Ale mimo wszystko nie wiem, co zrobić z Woodstockiem. Nie zrozumcie mnie źle- nie jestem typem podscenowym, pogo, chlanie, skakanie, tarzanie się w błocie... Ale lubię Woodstock, lubię pobujać się gdzieś w tylnych rzędach, posiedzieć przy namiocie pod drzewami daleko od scen, odpocząć od gwaru miasta, zjeść krisznowe jedzenie. 

Doradźcie mi- mogę jechać na dwa dni na Woodstock? 


Nuta na dziś:



Opublikowano 01:32 by lipson

16 komentarzy

środa, 24 lipca 2013

U KREWETA

- ucho wewnętrzne osiągnęło swój dorosły rozmiar
- dziecko ma już brwi i włoski na głowie
- płuca rozpoczęły produkcję tzw. surfaktantu, substancji wspomagającej pracę płuc
- dziecko zaczyna słyszeć co się dzieje na zewnątrz
- powstają zalążki zębów

U MAMY

- skóra pracuje ze zdwojoną siłą= więcej łoju i potu (potwierdzam)
- zmiany pigmentacyjne= brodawki brązowieją (potwierdzam)
- pojawia się (najwcześniej nawet w 14tc) kresa czarna (ja jej nie mam)
- skóra wokół pępka, pod oczami i  między udami może pociemnieć (u mnie brak)
- rozstępy... ta...
- pryszcze.... zdecydowanie tak...
- pojawiają się pajączki, pęknięte naczynka krwionośne na twarzy (u mnie brak)

U TATY

O tym nikt nie pisze. Co tata powinien czuć w tym okresie, czy co powinien robić. Wiadomo, że ludzie są różni, ale nikt nie podaje nawet widełek- "między 15 a 25 tygodniem ciąży ojciec dziecka wyleje na ciebie swoją miłość i dumę z tego, że produkujesz jego potomka, spodziewaj się tulenia brzucha, dużo prezentów i podskoków radości na twój widok, w grę może wchodzić przybranie na wadze i dziwne wiatry". 
Nie ma też ani słowa o tym, czego można wymagać od samca- czy zarzucić go praniem, gotowaniem, sprzątaniem, a może robić wszystko samej, żeby był dumny z tak zaradnej połówki? Zwłaszcza, że przy mojej figurze, brzuch nie rzuca się tak w oczy, jak u szczupłych dziewcząt i wydaje mi się, że K nie zdaje sobie sprawy w jak bardzo zaawansowanej ciąży jestem. Do tego, nie czuje ruchów. Ostatnio próbowaliśmy, ja czułam kopanie a on nie. Widziałam, że lekko zirytował się i zmartwił.



Na Liście Rzeczy Do Zrobienia dla mojego K (którą wspominałam tu i tu) na wtorek, było ogarnięcie łazienki- umycie zlewu, lustra, kafelek i WC. Na środę natomiast przestawianie mebli. Ze względu na to, że meble ogarnęliśmy we wtorek, zasiadłam z długopisem nad Listą Rzeczy Do Zrobienia K, żeby ją zmienić. Zauważyłam, że skreślił już kafelki i WC.

- Umyłeś WC? - pytam.
- No ostatnio już.
- Chodź, coś ci pokaże - mówię, ciągnę go do łazienki i pokazuję jak brudny jest WC.
- Przecież dopiero co myłem - marudzi K - Mam codziennie myć, czy co?
- Ja ci pokazuje, że jest brudny, jak chcesz możesz umyć za miesiąc -odgryzam się.

Facet, który jest pedantem to zmora. Według takiego kobieta, która siedzi w domu powinna zadbać, by było idealnie czysto, a ona została Perfekcyjną Panią Domu. Więc cieszę się, że mój K taki nie jest. Jak coś sprzątam i mówię, że jestem zmęczona, on mnie uspokaja, każe odpocząć, "dokończysz jutro" mówi. Nie wymaga ode mnie mega porządku w domu.
Ale z drugiej strony drażni mnie to, że nie wie, że zlew wypadałoby przetrzeć jak jest brudny i akurat myjesz ręce. Jak nauczyć faceta odpowiedzialności za zlew???

Opublikowano 12:06 by lipson

14 komentarzy

poniedziałek, 22 lipca 2013

Się posuwa!

Posuwa się na ostro, relatywnie szybko, sukcesywnie do przodu, po bożemu, tak jak trzeba. Plan remontowo- organizacyjny mieszkania prze ładnie w przód. Pokój dzienny doprowadzony do porządku, czas na częściowe wyprowadzenie się do niego z sypialni, by zrobić miejsce dla Dziecka, Które Nadchodzi. Krewet poderza co jakiś czas mnie od środka, chyba jest dumny z mamy.

Ażeby podkreślić nieustające zbliżanie się Dnia, W Którym Pochwa Się Otworzy zakupiliśmy pierwszą rzecz dla Kreweta - łóżeczko! Tamtamtadam! Bądźcie ze mnie dumne! Łóżeczko używane (sam stelaż), kupione razem z karuzelą Fisher Price'a za 70zł czeka ładnie na skręcenie.

.

Przed nami zakup pralki, wymiana kuchenki, kafelki w kuchni, panele w korytarzu, zrobienie ładnego terrarium dla węży i jaszczurki, reszty nie ruszamy, pieniążki trzeba szanować. Chcę jednak poodświeżać wygląd pokoi, szukam inspiracji w Internecie, coś w stylu: 


Możecie poradzić jakąś fajną stronę w necie? Mam kilka pomysłów, ale od przybytku głowa nie boli, a muszę zrobić coś wystrzałowego, żeby mi K nie jęczał, że nie chce odmalować pokoju. Marudzący facet to irytujący facet.



Ciekawostka na dziś:
Najtrwalsze związki są pomiędzy partnerami urodzonymi w lipcu i marcu, wrześniu i maju, styczniu i grudniu oraz sierpniu i listopadzie.

Nuta na dziś (teledysk obejrzany pierwszy raz od bardzo dawna; w ciąży całkiem inaczej patrzy się na niego...):

Opublikowano 15:08 by lipson

14 komentarzy

niedziela, 21 lipca 2013

Sprzątanie to taka ciekawa sprawa. Syf rzuca się w oczy jak nagi trzyręki grubas w Empiku, ale jak sprzątasz osiemdziesiąt godzin z rzędu, do krwi, łez i potu a potem dumna wyczekujesz na reakcję samca... to powodzenia. Najpewniej nie zauważy. Faceci tak mają, według mnie nie jest to złośliwość, po prostu brak odpowiedniego chromosomu w kodzie DNA.

Chyba więc nie muszę dodawać, że jak K wrócił z poniewierki w plenerze, musiałam mu powymieniać alfabetycznie i chronologicznie wszystkie rzeczy posprzątane w weekend, bo nic nie zauważył. Brawa musiałam puścić sobie z mp3 w komputerze, tak na pocieszenie.



Podczas niedzielnego obiadu u Teściów, rozmowa dotyka produkowanego przeze mnie Człowieka, dalej zwanego Dzieckiem. Teściowa przynosi z drugiego pokoju książkę "Małe dziecko Rozwój, pielęgnowanie, wychowanie i żywienie", rocznik 1980, zwaną dalej Książką. 

- Wiesz, używałam ją sama - zaczyna, przeglądając Książkę - Tu dużo wyczytasz, jak karmić, jak kąpać... o, zobacz, instrukcja jak robić rożek, widzisz? O, tu jak karmić. Jak robić papki i kisielki, ale to trzeba dawać po jednej łyżeczce na początek, nie więcej. Codziennie jedna łyżeczkę. A jak się kąpie, to na początek tylko stópki trzeba zamoczyć, bo dziecko się boi, same stópki, a potem powoli reszta... - i kontynuuje dalej...

Słucham grzecznie, czując połączenie rozbawienia i rozdrażnienia. "Obca baba, co niemowlęcia od 30 lat nie widziała będzie mi tu o rożkach mówić"- myślę. Dziwne... Czemu tak pomyślałam? Przecież chce dobrze, radzi mi, nic nie narzucając, a mimo to, jakoś mi to się nie podoba. Hormony? Logika mówi: "słuchaj rad doświadczonych", a Dziecko w środku podpowiada: "a co, ty nie będziesz sama umiała się mną zająć, nie poradzisz sobie?, może ona zakłada, że będziesz złą matką?" 

Głupio i dziecinnie, odebrawszy od niej książkę, szukam dowodów na to, że wiem dużo, że czytam dużo, że jestem mądra, że sobie poradzę.
- O, tu piszą, żeby zastępować mleko matki mlekiem krowim. No teraz, to już nie przejdzie - mówię rzeczowo - za dużo chemii, tego zamieniania się już nie stosuje. Wacików też już nie potrzeba, są nasączone chusteczki. Patyczki do uszu też już inaczej wyglądają. A te łóżeczko to jak z więzienia dla niemowląt. Ojej, a tu? - zwracam uwagę na zdjęcie pani trzymającej w dłoni swoją pierś nad butelką z lejkiem.
- No, tak trzeba robić, jak dziecko nie pije, nie ciągnie, bo inaczej pokarm...
- Tak, tak, ja wiem - przerywam delikatnie - trzeba opróżniać piersi, ale teraz są laktatory, takie urządzenia specjalne, kobieta już nie musi się doić.
- A, no widzisz.

Trzeba przyznać, kiedyś wychowywanie dziecka było trudniejsze fizycznie- pieluchy tetrowe, gotowanie, dojenie, metalowe wanienki, ceraty, podkłady itd; jednakże suma sumarum finansowo było łatwiej, ileż było wielodzietnych szczęśliwych rodzin! A teraz- niby same ułatwienia, a standardem jest 2+1, max 2+2. I co lepsze?




Ciekawostka na dziś:
"Harvard to pierwsza uczelnia, na której powstał klub studentów pasjonujących się sadomasochistycznym seksem" 

Nuta na dziś (aż się chce ruszać pupą):

Opublikowano 16:08 by lipson

4 komentarze

piątek, 19 lipca 2013

Znacie ten typ plenerowych imprez: duża grupa ludzi, głównie facetów, gardząca cywilizacją i golarkami, śpiąca w namiotach, na zmianę pijąca i sikająca piwem? No to mój K właśnie na takową pojechał. Weekendowy zlot bunkrowców. Miałam jechać z nim, ale w każdym związku potrzeba trochę higieny, niech się więc samiec sponiewiera jak należy solo.
Na miesięcznicę dostaję od K zestaw słomianej wdowy: piwo bezalkoholowe, pringlesy i ptasie mleczko. Skurczybyk, wie jak mnie kupić.

- Będziesz tęsknił? - pytam słodko
Zastanawia się chwilę.
- Najszybciej od jutra - odpowiada po namyśle, świnia.

Ja, jako, że wolny od samca weekend, postanawiam ogarnąć na porządnie chatę, żeby po powrocie K bez skrupułów wymagać od niego rzeczy z Listy Do Zrobienia (wspominałam ją tutaj). Chytry plan, ale jak wykonać, skoro chata duża, bałagan zżera każdą jej część, a energia niska jak wbity w ziemię krasnoludek bez nóg? Na pomoc wzywam więc największego bohatera, jakiego znam:

MAMUSIĘ!!!



Okna w kuchni i sypialni umyte, parapety doskrobane, salon odkurzony, kurze pościerane, dyskusje bardziej i mniej poważne (raczej mniej) zaliczone, plany na umeblowanie sypialni obgadane, generalnie Mamusia wspiera mnie tak, jak się spodziewałam.

Chciałabym być takim wsparciem i przyjacielem dla mojego dziecka, jak moja Mamusia dla mnie. Teraz są inne czasy, brak szacunku do ludzi, przekleństwa, sex- problemów wychowujących rodziców jest od cholery. Jak sobie poradzić? Jak być Super Rodzicem?



Ciekawostka na dziś:
"99% ludzi po wybudzeniu się ze snu idzie do toalety oddać mocz"
Moja złota myśl w tym momencie:
"100% ciężarnych po wybudzeniu się ze snu idzie do toalety oddać mocz" ;)
Nuta na dziś:



Opublikowano 13:51 by lipson

10 komentarzy

czwartek, 18 lipca 2013

Pobudka w połowie snu wybitnie erotycznego (shit), śniadanie zagryzione Matruelle, moczyk i stolec w normie. Poranek szary do momentu, gdy sprawdzam jak się czuje wąż- niejadek, któremu zaserwowałam na noc oseska. Zastaję go zwiniętego na sztywno, z szeroko otwartym pyskiem, niczym Wężowy Krzyk. Cholera jasna. Biedny wąż.  


Wkurzenie paradoksalnie pompuje mnie energią, załatwiam małe sprawunki. Potem klapię na krzesło wyczerpana, aż do powrotu K z pracy, który przypomina o popołudniowej wizycie Teściowej. No tak, dzień był zbyt przyjemny... Zaczynam sprzątać na poważnie, myję kuchenkę, zamiatam, myję naczynia, robię łózko, sprzątam ubrania, myję podłogę, przecieram stoły, lepiej niż Herkules w stajni Augiasza. K kończy rosół, więc mówię, żeby ogarnął to i to i to i tamto też. 

Co na to K?

Rozkłada na stole wielkie płachty gazet reklamowych, które wyciągnął ze skrzynki pocztowej i zaczyna studiować jak emeryt Playboya. Bo przecież to najważniejsza rzecz, jaką trzeba w tym momencie zrobić.
Nożeszkurwa.

- Widziałaś? - pyta znad płachty
Myję naczynia, jestem w ciągu sprzątaniowym, a ten pyta czy widziałam obniżkę pralek.
- Nie - odpowiadam grzecznie.
- Świetna cena - mówi z namysłem godnym profesora, brakuje tylko, żeby masował brodę kciukiem i palcem wskazującym.

W końcu się zbiera, zaczyna ogarniać, ja się uspokajam, popołudnie mija sprawie, Teściowa uchachana i chyba nawet nie dostrzega kurzu na nóżkach stolika. Przecieram je kapciem, gdy akurat nie patrzy.

Dzień kończy się tak, jak zaczynał, wybitnie erotycznie, tym razem na jawie. Po wszystkim, leżymy nadzy, a w radiu leci reklama środka na pobudzenie seksualne.

- Tyle ludzi ma problem z sexem? - pyta K - Dużo tych preparatów reklamują.
- No chyba - odpowiadam.
- Ale czemu? 

No właśnie? Czemu ludzie mają tyle problemów z sexem? Nie umieją ze sobą rozmawiać? Stres tak na nich wpływa? 

Opublikowano 14:00 by lipson

6 komentarzy

środa, 17 lipca 2013

Energia nadal na poziomie Rowu Mariańskiego, więc spacer bankomat- biedronka- mięsny wyczerpuje mnie do cna. Miałam w planach ogarnięcie ciuchów na fotelu rozwalonych jak licealistki po imprezie i spakowanie rzeczy z biurka do pudeł. W praktyce ograniczam się do zamknięcia drzwi do pokoju z biurkiem i ciuchami. Bardzo polityczne zagranie, ale na dziś starczy.

Robię  rosół, kąpię się, nadal skrajnie wyczerpana. A gdy wraca z pracy K, delikatnie przypominam mu o liście rzeczy do zrobienia na ten tydzień. Lista ma milion sto trzydzieści sześć tysięcy czterysta dwie pozycje. Więc jest co robić.

Co na to K?

Przypomina sobie, że w orbitreku nie działa licznik ciśnienia, a przecież świat się skończy jeśli ten stan utrzyma się choćby godzinę dłużej. Więc zasiada do naprawy. Naprawia. Możemy umierać szczęśliwi.

Niestety, sama nic nie robiąc byłabym mega hipokrytką krytykując jego. Więc nie mówię nic. Zwłaszcza, że na 17:20 mamy wizytę u Gina, nie mogę się stresować, bo znów ciśnienie mi skoczy i pielęgniarka posądzi mnie o guza albo padaczkę.

Po drodze do Gina odbieram wyniki z krwi (pierwszy raz w życiu żadnych odchyleń od normy), u Gina czekamy 7 minut i wchodzimy. Nie stresuję się, bo czuję Kreweta regularnie od jakichś dwóch tygodni, więc ciśnienie 120/75, pani pielęgniarka jest ze mnie dumna. Badania, szyjka ok, wymaz do cytologii, ble ble ble, idziemy na USG i czekam z napięciem na fujarkę.

Gin mierzy główkę, brzuszek, nogę, potwierdza 21 tydzień ciąży.
- Oj, tak się wierci, chyba buźki dziś nie zobaczymy.
- Średnio mnie interesuje buźka - odpowiadam - niech pan szuka jąderek.
- Ma być chłopiec? - upewnia się Gin.
- Jak będzie dziewczynka to nie rodzę. Więc niech pan pokaże mi jąderka albo powie, że jeszcze nie wiadomo.
Po kilku minutach gin (nie wiadomo czy szczerze) mówi:
- Jeszcze nie wiadomo.
Kurwa.

Na poprawę humoru gotuję sobie dwie kukurydze w kolbie. K nie dostanie ani jednej. Nie ma jąderek, nie ma nagrody. Gdy wyciągam kukurydze z garnka, K patrzy na mnie, jak dumne dziecko któremu udało się złączyć śliną siedem chrupek.
- Naprawiłem drzwiczki w szafce - otwiera je i zamyka na dowód - Widzisz? Już się nie będą otwierały.
Uśmiecha się z dumą a ja łapię go za tyłek. Ma szczęście, że ma taką fajną dupę.



Filmik na dziś:

Nuta na dziś:



Opublikowano 10:14 by lipson

10 komentarzy

wtorek, 16 lipca 2013

Ciąża lubi matematykę. Dodaje kilogramów, odejmuje swobody, potęguje zmęczenie, mnoży roztrzepanie. Jakbym czasem przed ciążą była zbyt ogarnięta... 

Dziś dzień badań krwi i moczu, dlatego od samego rana powtarzałam pod nosem "nie pij, nie jedz, siknij do kubeczka, nie pij, nie jedz, siknij do kubeczka, nie pij, nie jedz, siknij..."
Udało się. Oczywiście obsikałam sobie ręce do łokci, czoło, kapcie i kafelki, ale były to straty założone z góry. Te całe sikanie na test ciążowy, a potem co miesiąc do kubeczka to pewnie przygotowanie do siuśków i kupków, jak już Krewet staranuje głową moje krocze i wyskoczy na świat.

Na pobraniu krwi byłam bardzo dzielna. Podczas gdy pielęgniarka wbijała mi igłę w miejsce, gdzie nawet nie widziałam żyły, przeliczyłam wszystkie (doszłam do osiemdziesięciu trzech) włókna na zasłonie oddzielającej mnie od innego tchórza. Aichmofobia- słowo na dziś.

Z poboru krwi wracałam pieszo. W końcu ciężarówki powinny dużo spacerować, żeby nie skończyć w rozmiarze małego nosorożca. Dwa kilometry szybkim krokiem i... jak już po powrocie siadłam, to nie wstałam. Energię w skali 0-10 czuję na jakieś... -80. 

Dzięki Bogu, Krewet kopie, jest dobrze




Cytat na dziś:
"Zło zwycięża, gdy dobrzy ludzie nic nie robią " - Edmund Burke
Ciekawostka na dziś
Medomalakufobia to lęk przed utratą erekcji. 
Nuta na dziś:


Opublikowano 03:25 by lipson

4 komentarze